środa, 5 października 2011

i dynia doczekała....;)

Udało się wreszcie ! Dynia w słoikach. Chociaż  z każdym dniem miałam coraz większą ochotę ususzyć ją jako pojedynczy, ogromny bukiet na zimę ;) Tyle energii, optymizmu i radości w pomarańczowym kolorze, a jeszcze kształtem przypominała słońce, na listopad
i resztę zimy byłby większy zapas! Ale udało mi się nie dać własnemu lenistwu i w miniony weekend wreszcie zabrałam się do roboty, a oto mała migawka:


słoików wyszło 20 sztuk : z jabłkami, pomarańczami i oczywiście imbirem!
Ciasto z cynamonem też pyszne, pożarte zanim zdążyłam zrobić zdjęcie.
No i jeszcze przecież pestki, które suszą się cierpliwie. Reasumując: polecam dynię
na jesień! Smakuje wybornie!
I jeszcze na koniec króciutkiego wpisu pozdrowienia
od Aniołków z Lawedowej Werandy na dobry jutrzejszy dzień:)








czwartek, 29 września 2011

jak zaczarować czas?



aby stanął w miejscu ? Naiwne pytanie,na które nie ma odpowiedzi... a może ktoś ją zna? będę wdzięczna za każdą sugestię! Prawda jest taka, że to ja nie umiem dobrze zorganizować sobie czasu, sensownie rozłożyć obowiązków, i nie starcza go dla kogo ? oczywiście dla mnie i dla Lawendowej Werandy, w której ostatnio przebywam  tuż przed zaśnięciem, między snem a jawą. Spróbuję to zmienić, na razie zamieszę zdjęcia mojego mojego a'la Tildowego aniołka, który zamieszkał jakiś czas temu w Lawendowej Werandzie.


Dziękuję Wszystkim za odwiedziny, komentarze:), specjalne pozdrowienia dla osób które zdecydowały się "obserwować mojego bloga". 
Dobranoc!
 

niedziela, 4 września 2011

biurowy recycling ;)

Tytułem wyjaśnienia: na razie Dynia ma się dobrze, odpoczywa po intensywnych Dożynkach, nasiąka atmosferą Lawendowej Werandy, żeby dżemik był lepszy, tak radzą w starych księgach...
 A Czas ciągle mnie wyprzedza, z niczym nie mogę nadążyć, a tu jeszcze rok szkolny się zaczął więc pewnie coraz trudniej będzie mi usiąść na Lawendowej Werandzie, ale z drugiej strony wieczory coraz dłuższe się robią... będzie dobrze.
Ale do sedna, pracuję w biurze, ma to także dobre strony ( niewiele, ale zawsze coś) np. weźmy takie zniszczone, pożółkłe ze starości teczki na pisma urzędnicze, układane do podpisu dla bardzo ważnych osób, (a tło kremowe, zielone lekko przyciemnione przy brzegach, istne cudo) i co wyrzucić ? tak robi większość - ale nie u mnie - już wiedzą, że wszystkie dziwne rzeczy należy przynieść do mnie,

dziś myślę: zakładki, proszę bardzo!



Jeszcze jak zwykle na dobranoc anioły z Lawendowej Werandy coby nas miały w swojej opiece przez cały nadchodzący tydzień!


I na koniec mała niespodzianka nowa mieszkanka Werandy - cudna Luna


Moja wielka odważna pogromczyni pająków tudzież wszelkich latających owadzich potworów !
Choć nie ma skrzydeł jest dobrym duchem Lawendowej Werandy (chociaż.... obgryziona lawenda w doniczce może mieć inne zdanie!)

środa, 24 sierpnia 2011

dyniowanie :)

Zakupiłam dynię! Prawie150 cm w talii ;)


nie mogłam się oprzeć  gdy zobaczyłam ją na przydrogowym straganie.
Teraz muszę coś
z nią zrobić ( a ususzyć szkoda!). Myślę: dżem dyniowy, placki dyniowe i może dam się jeszcze skusić na zupę mleczną. Póki co wypożyczyłam ją jako ozdobę do kompozycji  dożynkowej, która będzie w najbliższą sobotę, jeszcze zdążę zebrać siły na niedzielne dyniowanie.





 Niech dyniowy aniołek ma w swojej opiece moje przyszłe przetwory !



poniedziałek, 22 sierpnia 2011

marzę... więc piszę..


Mądrzy ludzie mówią, że do życia potrzebne są marzenia, lecz by one się spełniły należy te marzenia hołubić , myśleć o nich, nie pozwolić im zblednąć i zniknąć... we mgle niepamięci...
                Marzy mi się weranda we własnym domu, taka staroświecka, drewniana, ze starym, dużym stołem, obsadzona lawendą i miętą - gdzie wieczorem zapala się świece, ogląda gwiazdy, rozmawia a czasem mądrze milczy, bo to jest wtedy najbardziej potrzebne....wtedy też słucha się świerszczy ! I gdzie będę mieć miejsce na to co mnie pasjonuje !

Póki co- mieszkam w bloku z wielkiej płyty w dużym mieście .... Za całą werandę musi mi wystarczyć mały balkon i mała doniczka zasadzonej w tym roku lawendy oraz mięta, która mimo mojej troski marnie rośnie :(
 Ale nic to ! Zamierzam stworzyć małą Lawendową Werandę, taką do czasu przeprowadzki do tej przy Domu
w lawendowym ogrodzie.
 Zapełnię ją przedmiotami w zrobienie których wkładam duszę i serce, dzięki którym istnieję , wyrażam siebie...
 To będzie moja przestrzeń, kraina poza horyzontem, tam gdzie mieszkają Anioły !

Zapraszam :)
pole lawendowe tuż przed zbiorem


zdjęciowo - poweekendowo

Za mną udany i bardzo intensywny weekend, miejsca oddalone od siebie prawie 300 km oba tak samo ukochane i powiązane ze sobą i z moją Lawendową Werandą...
To bliżej gdzie rośnie lawenda, gdzie w czerwcu tuż przed zbiorami powietrze jest gęste od lawendowego olejku, że aż w nosie kręci....teraz już po żniwie,
ale wbrew pozorom wcale nie smutne, jeszcze gdzieniegdzie kwitną kwiaty, pojedyncze, ale tym bardziej drogocenne; latają pszczoły i trzmiele na wyścigi:
kto pierwszy ten lepszy!  i groźnie brzęczą gdy wyczują złowrogie zamiary przypadkowego o tej porze roku zbieracza.


Pomimo to udało mi się zebrać skromny bukiecik kwiecia ( oczywiście za zgoda właścicieli pola:) zdziwionych, że o tej porze roku chcę ogladać lawendę.)


Teraz już grzecznie się suszą zapachowe zapasy na zimę !



I drugie miejsce magiczne dla mnie - na drugim końcu 300 km tęczy,
tu być może zakwitnie lawenda wokół wymarzonej werandy....

        Na dobranoc aniołek z  Lawendowej Werandy- niech sprowadzi dla Was
                                       pełne spełnionych marzeń sny!












czwartek, 18 sierpnia 2011

do trzech razy sztuka!

Nieostrożnym ruchem ręki skasowałam sobie dzisiaj już dwa wpisy (a takie mądre były ;). Nie będę się więc powtarzać i marudzić, dodam tylko, że do wszelakich moich nieumiejętności blogowania dołączyła się nieuważność!
Ale dość marudzenia! Wróćmy do Lawendowej Werandy. Plany mam wielkie, mimo ograniczonego czasu, miejsca i co tu dużo mówić skromnych środków. Zaczęłam od sprzątania, pozbycia się rzeczy, które już tu nie pasują! Takie tam fehgszuowanie, które leży u podstaw dużych i małych spraw tego świata: na początku był Chaos a potem Feng Shui ! Jestem w fazie chaosu! Może być tylko lepiej. Na dobry dzień przedstawiam Wam mojego Niebieskiego małosolnego Maluszka, który wymusił na mnie Lawendową Werandę, tu chce mieszkać i tu zapraszać swoich skrzydlatych pobratymców.


Miłego Dnia tym, którzy jakimś cudem tu trafili.